I to niemałe!
Najwyższa pora przestać pracować przy kabelkach, wiertarkach i innych naziemnych bzdurach, czyli wracamy do gry! Jeszcze nie do końca na swoim, ale są szanse że wiosną już będzie nieżle. Jest nas już dwóch alpinistów, (Wiking i Harry) i dołowy z zadatkami na alpinistę (Czyli Marcin). Na razie mamy kilka skolejkowanych zleceń, czekamy na terminy. Może uda się jeszcze coś dużego na wiosnę, plany istnieją, ale oferta jeszcze nie przesłana. W tej chwili czekamy. A jest na co...
skomentuj (2)
Nie wiem, czy będę dalej pracował dla I, bo nam się jakos pocięło. Jak wiadomo Ścianołazy zawsze mają trudne charaktery...
Nie zmienia to faktu, że sezon się rozkręca, szpej kupuję nowy... Może nawet przyjdzie nam z powrotem pracować z Wikingiem. Do tego dołowy Heihachi i nie ma karimaty której nie nadmuchamy :)
Przyszła wreszcie wiosna, więc znowu wisimy. Na dobry początek razem z firmą Trafart Sky myjemy Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego. Obiekt przeciekawy, wykorzystujemy chyba wszystkie znane techniki dostępu. I kilka nieznanych :). Jeździliśmy wierzchem na windach, podchodziliśmy, zjeżdżaliśmy, przed nami jeszcze przewieszki... Zabawa na całego.
Z okazji połowicznych roztopów na ulicy Andersa 24 pojawiły się bardzo
długie sople, zagrażajace przechodniom. Trzeba było rzeczone sopelki
skuć, przy okazji odśnieżając gzyms. Robótka lekka łatwa i przyjamna,
wystarczyło kawałeczek zjechać i przespacerować sie gzymsem. Z Dachu M.
kuł sople, ja odśnieżałem i łapałem lód żeby nie leciał po samochodach.
Uwineliśmy sie szybciuto, więc koło 13 byliśmy już na Kasprzaka. Tak
sprawa troszkę gorsza, sypał się balkon na czternastym piętrze. Trzeba
było podjechać do niego, skuć i zebrać do kastry odpadający tynk...
Problemem okazało sie dopiero Pozbycie się kastry, zjechać we dwóch synchronicznie nie dałoby rady. Ostatecznie śmieci wylądowały na balkonie. M. wymałpował się na dach, mnie ze względu na używanie rolki pozostało zjechać na dół.
Za fotki dziękujemy świeżo upieczonemu Dołowemu Heihachi Mishima